życie to nie teatr

Franz Kafka w powieści „Proces” przedstawia losy człowieka uwikłanego w proces sądowy, którego on zupełnie nie rozumie. Nie wie, dlaczego i o co jest oskarżony. Nikt nie mówi mu wyraźnie prawdy. Zaskoczeniem dla bohatera jest wszystko to, co go spotyka od momentu pojawienia się w jego domu strażników. Poszedł z nimi do swego pokoju i w szufladzie odszukał metrykę, kartę rowerową. Pokazał strażnikom swoje dokumenty i zażądał, aby oni wylegitymowali się także.

Usłyszał wykręty. Wykręcali się od tego obowiązku, twierdząc, iż nie interesują ich dokumenty K., są zwykłymi strażnikami i tylko za to im płacą. Jest prawo, które złamał, jest ktoś, kto wysyła ich i oni wykonują swoje obowiązki, nic więcej. Zdarzenie to miało miejsce w dniu, w którym K. Obchodził 30-te urodziny i uznał to za dowcip. Niestety, to nie były żarty, lecz prawda. Oznaczała ona dla K. rozpoczęcie procesu i śmierć. Moment ten metaforycznie można porównać do chwili, w której lekarze postawili Kafce diagnozę nieuleczalnej choroby – gruźlicy, na którą później zmarł. Pisał swoją powieść, jakby chciał dyskutować z Bogiem i znaleźć odpowiedź na pytanie: „Dlaczego ja?”. Kończąc dzieło, żegnając się też ze światem, przed śmiercią pisarz prosił swego przyjaciela Maxa Broda o to, aby ten nie publikował rękopisu. Max jednak nie posłuchał prośby.

Autostrada do... szczęścia

Refleksją nad życiem ludzkim jest opowiedziana przez księdza w powieści przypowieść o pewnym człowieku ze wsi i pomyłce prawa. Otóż pewnego razu człowiek ze wsi przyszedł do odźwiernego i poprosił o prawo. Ten nie pozwolił mu wejść dalej, poznać prawdę o życiu. Mimo wszystko, ponieważ prawa brama była otwarta, chłop chciał wejść. Odźwierny ostrzegł, iż sam jest potężny, a dalej przy każdym wejściu do sali stoi odźwierny i im głębiej, tym potężniejszy. Na trzeciego z kolei sam nie może nawet patrzeć. Prawo powinno być każdemu dostępne. Przybysz usiadł przed drzwiami i czekał na decyzję. Mijały dni i lata. Życie przybysza dobiegało kiedyś końca. Zadawał przez cały czas wiele pytań strażnikowi i na koniec także przywołał odźwiernego do siebie. Martwił go fakt, iż przez całe życie nie zauważył, by ktoś inny oprócz niego chciał wejść tymi drzwiami, aby poznać prawdę, prawo życia. Odźwierny wyjaśnił, że to były drzwi tylko dla niego i teraz zostaną zamknięte.

K. jest zdumiony, uważa, że człowiek z opowieści został oszukany. Nikt, w tym odźwierny, nie powiedział mu bowiem prawdy wcześniej. Ksiądz odpowiada, iż odźwierny wyraźnie powiedział na początku: „Nie możesz wejść teraz”. Jest tam ukryta aluzja do możliwości wejścia człowieka później, ale nigdy potem nie zadał takiego pytania. Przed śmiercią było już za późno. Odźwierny zachował się godnie. Przyjmował nawet łapówki od chłopa, aby ten nie pomyślał tylko, iż jakąś formę możliwości zaniedbał.

Ksiądz rozważał zachowanie odźwiernego i jego relację z człowiekiem ze wsi. Z jednej strony jest on tylko odźwiernym i został postawiony ponad człowiekiem szukającym prawa. Z drugiej strony wie mniej niż on, nie szuka prawa, nie wie, co jest wewnątrz, być może został mianowany odźwiernym przez głos. Człowiek przyszedł do niego z własnej woli, a on był sługą przypisanym tylko jemu. Chłop mógł odejść wg życzenia, lecz całe życie spędził pod bramą na rozmowach z odźwiernym i nikt go do tego nie zmuszał. K. sądzi, że obaj zostali oszukani, gdyż odźwierny był nieświadomy i oszukany. Zdaniem księdza był on sługą prawa i wyprzedził chłopa. Wątpić w niego oznacza wątpienie wobec prawa.

Bramy raju

Z przypowieści księdza można wnosić, iż człowiek tak naprawdę nie wie niczego o życiu, a każda decyzja może oznaczać „siedzenie pod bramą” w oczekiwaniu na śmierć. Ksiądz i odźwierny symbolizują system natury, etapów ludzkiej egzystencji. W dzieciństwie i w młodości nie bardzo wiemy, jak żyć, czym się zajmować, jakie stawiać sobie cele. Działamy po omacku i starzejemy się. W dojrzałym wieku intuicyjnie rozpoznajemy różne sytuacje przekazywane nam kulturowo, ale nie ma gwarancji na to, że nasze poczucie względnej stabilizacji jest tą drogą prawa, jaką powinniśmy właśnie kroczyć.

Człowiek jest postacią tragiczną niczym bohaterowie antycznych dzieł Sofoklesa. Antygona, Edyp, Odyseusz, Achilles czy Parys mieli wyznaczone role do odegrania i praktycznie nie mogli wpłynąć na swoje życie. Nawet zmieniając je, działali zgodnie z boskimi planami. Parys czy Edyp nie chcieli zguby swoich najbliższych i od niej uciekali – lub rodzice przezornie ich oddalali z domu. Mimo to jednak bohaterowie ci stali się przyczyną nieszczęścia swoich rodzin i narodów.

Losy bohaterów tragicznych wyglądają tak, jakby je opisano już po fakcie, całą winą za niepowodzenie ich życia obarczając bogów. W dziele Kafki to człowiek jest odpowiedzialny za siebie, ale życiowe błędy popełnia nieświadomie. Gdy chce poznać prawdę, prawo życia, okazuje się, iż źle stawiał pytania odźwiernemu i być może osiągnąłby szczęście, lecz nie wiedział, że może to zrobić. Za tę niewiedzę, złe pytania do losu, Boga czy bogów nie można go oceniać negatywnie. Przez cały czas Kafka pyta: “Dlaczego ja muszę umrzeć tak wcześnie, dlaczego sąd dotyczy mnie, przecież niczego złego nie zrobiłem, jestem niewinny???”

W dojrzałym wieku każdemu człowiekowi wydaje się, że panuje nad swoim życiem i zmierza ono tam, dokąd chce. Możliwe jednak, iż są to tylko pozory, bo tak naprawdę los z nas szydzi. Nie wiemy na 100% czy idziemy, omijając odźwiernych na naszej ścieżce życia w odpowiednim kierunku.

Właściwsze wydaje się działanie niż jego zaniechanie, rozwój a nie stagnacja, próbowanie i poszukiwanie swojego miejsca w życiu niż pogodzenie się na przesiadywanie pod zamkniętą „bramą prawa”. Gdyby człowiek z przypowieści zadawał więcej właściwych pytań, był bardziej otwarty na życie, “szerzej otwierał oczy” a nie na oczekiwanie na gotową prawdę, szczęście itd., to mógłby iść dalej. Czy przypomina on kogoś? W przypowieści biblijnej był taki bohater, który zakopał swoje talenty… Zaniechał poszukiwania szczęścia?

Na koniec życia bohatera przypowieści Kafki w „Procesie” dowiadujemy się prawdy o życiu. Metaforyczna brama i odźwierny, prawo i dążenie do jego poznania, to mogą być synonimy szczęścia. Każdy poszukuje go od dziecka do późnej starości, do śmierci. Idziemy swoimi drogami, choć wszystkie one przypominają jedną „wielką autostradę do śmierci” lub do “życia wiecznego” – zależnie od tego, w co kto wierzy. Łatwiej jest umierać, jeśli to w ogóle możliwe, gdy wierzy się, że śmierć nie jest końcem, ale początkiem. Dlaczego Kafka musiał umrzeć tak młodo, dlaczego tysiące dzieci i młodych ludzi umiera w wypadkach i w szpitalach onkologicznych, dlaczego miliony młodych mężczyzn ginie w wojnach światowych i regionalnych? Czy ich losy są tragiczne z powodu wskazówek boskich, czy odnaleźli swoje prawdziwe przeznaczenia i szczęście? Kto ma więcej szans na raj, ten, kto umiera wcześniej czy ten kto ma szanse przeprosić bogów za swoje grzechy i nawrócić się jeszcze za życia na ziemi? Czy sprawiedliwość ludzka ma coś wspólnego ze sprawiedliwością boską, sprawiedliwością losu?

Zawsze trzeba szukać swego szczęścia i nie odwracać się za siebie, nie żałować niczego.

Przeczytaj całe opracowanie i streszczenie “Procesu” Franza Kafki.

odp. dla Kafka i poszukiwanie szczęścia

  • Minął jakiś czas, gdy chodziłam do szkoły. Nie czytaliśmy tej lektury, a warto. Czytając “Proces” dzisiaj, z kartki na kartki, ze strony na stronę dochodziłam do przekonania, że autor jest współczesnym Polakiem umierającym na nieuleczalną chorobę. Zderzenie z naszymi lekarzami i służbą zdrowia, cóż, dramat, tragedia! Każdy z nas chorych czuje dokładnie to, co pisze Kafka. Choroba zabiera ludzi, pokazując, jak bardzo samotni jesteśmy wobec śmierci. Przypowieść księdza o strażniku sprawia, że rozglądamy się wokół siebie i próbujemy znaleźć odpowiedź na pytanie, czy zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby uniknąć najgorszego? A może jest gdzieś wyjście i “kolejny strażnik, którego można pominąć?”. Każdy dzień przynosi nadzieję każdemu umierającemu. Myślę sobie, że Kafka chciał nam powiedzieć coś ważnego przez sam fakt prośby do przyjaciela, ażeby zniszczył rękopis “Procesu”. Dlaczego chciał i nie chciał publikacji… Lubimy żalić się innym i opłakiwać swój tragiczny los, ale to przecież nie jest aktem odwagi, to takie niemęskie. Z drugiej jednak strony Kafka pisał dziennik swojej choroby i refleksje, a jeśli ktoś pisze, to chce komunikacji. Narrator jest taki delikatny, politycznie poprawny, nie chce się nikomu narażać i nawet nie podnosi głosu. Ginie zarżnięty niczym zwierzę, a opis śmierci jest wręcz wulgarny w zestawieniu z treścią całości. Ten obraz jest dla mnie kluczem właśnie i to nie do życia, ale do śmierci. Potrafimy celebrować życie i kosztować je, opisywać i asystować -rocznice ślubów, urodziny, imieniny, święta pańśtwowe i religijne, uczą nas tego rodzice i śpołeczeńśtwo tradycyjne bardzo. Nikt nie uczy nas umierać i nie jesteśmy gotowi na śmierć, nigdy nie będziemy. Śmierć Józefa K. jest takim ostatnim protestem bohatera i człowieka, autora umierającego na suchoty. Chce powiedzieć, że nie zgadza się na to i z tej niezgody wyrasta pragnienie poszukiwań lekarstwa na kolejne choroby. Chorzy nieuleczalnie wtedy i dzisiaj nie mają czas u czekać na kolejne lata poszukiwań na swój lek, każdy chce żyć. Myślę, że bramą do życia a nie do śmierci są nasze pasje. Nie można z pogodzeniem czekać na śmierć, a walczyć też nie ma siły, pozostaje więc odrobina nadziei, że to robimy codziennie ma sens, drobiazgi, pasje, jakiekolwiek – to one nadają życiu sens. Tak wyjaśniłabym sens tej przypowieści.

Dodaj komentarz

Najnowsze wpisy
REKLAMA




Archiwum

kocham język polski - strona główna